- Dlaczego
wybrałeś to miejsce? – Gabriel skrzywił się, oglądając tłumy ludzi
przetaczające się po Placu Zamkowym.
- Bo mają
tu dobre restauracje, bo to interesująca okolica, bo kręci się tu mnóstwo
roznegliżowanych…
- Dobrze,
dobrze, zrozumiałem!
Azarij
uśmiechnął się szeroko.
- Gabrielu,
jesteś taki niewinny…
-
Oczywiście, że jestem! – zaperzył się.
- Słuchaj,
mam tu mieszkanie w jednej z kamienic, może skoczymy tam na mały numerek?
- Co? –
Gabriel zerwał się z wiklinowego fotela. Pozostali goście restauracji spojrzeli
na niego.
Azarij
parsknął cichym śmiechem.
-
To, to. Ciekawe, czy twoje ciało jest tak samo niewinne, jak twoje myśli. –
Przesunął głodnym wzrokiem po jego sylwetce i zatrzymał spojrzenie na biodrach.
– Powiedz, nie chciałbyś, żebym…
-
Nie! – znowu przerwał mu Gabriel, siadając. – Uspokój się, przychodzę do ciebie
z poważną sprawą.
-
Eh, niech ci będzie. Co to za – rzucił lekko pogardliwie – poważna sprawa?
Gabriel
jednak umilkł, wyraźnie zakłopotany. Sięgnął po wysoką szklankę z wodą i upił
kilka łyków. Jego towarzysz nadal uśmiechał się kpiąco, jednak kolejne słowa
wypowiedział nad wyraz spokojnym i poważnym tonem:
-
Gabriel, mów do mnie. Nigdy nie odwiedziłeś mnie towarzysko. Zawsze był jakiś
interes. Czasem zawracałeś mi głowę pierdołami, to fakt, jednak rozumiem, że
skoro nalegałeś na spotkanie to coś się dzieje.
Mężczyzna
odstawił szklankę i nabrał powietrza w płuca.
-
Ludzie przestają wierzyć.
Azarij
prychnął.
-
Jednak głupota. Tak, przestają, to nie nowość.
-
Nie, czekaj, nie rozumiesz. To zaczyna… To zrobiło się… - warknął, rozeźlony.
-
Okey, tracicie swoją moc. Zdarza się.
-
Nie rozumiesz…
-
No, nie rozumiem, bo nie mówisz mi wprost, o co chodzi!
-
Anioły masowo znikają. Nie tylko my, diabły też.
Zapadła
cisza. Mężczyźni mierzyli się spojrzeniami – Gabriel twardym, napastliwym,
Azarij zaskoczonym.
-
Cóż – chrząknął w końcu ten drugi. – To naturalna kolej rzeczy… Spójrz na ekipę
olimpijską… czy tych z Egiptu. Praktycznie ich nie ma. Są słabi, ledwo dychają.
Teraz wasza kolej – wzruszył ramionami.
-
Nie pozwolę na to.
-
Więc działaj. W sumie, im szybciej, tym lepiej. Nie marnuj czasu, no już, sio –
Azarij machnął dłońmi, odganiając towarzysza. Gabriel nie ruszył się, tylko
wpatrywał w niego tym samym, twardym spojrzeniem.
-
Pomożesz nam.
-
Ohohohoho, co to, to nie! To nie moja sprawa, Gabryś, ja się nie wtrącam.
-
A i owszem, twoja! Siedzisz z nami w jednym worku!
-
Nie, mój słodki, niewinny aniołku. Już dawno się od was odciąłem. Może i
pomogliście mi przyjść na ten świat, ale już dawno nie mam z wami nic
wspólnego.
-
Myślisz, że jak ludzie przestaną wierzyć w boga, to nie przestaną wierzyć w
apokalipsę?
-
Może i przestaną. Pamiętaj jednak, że już od dawna nie jestem z wami, nie
jestem zwiastunem Sądu Ostatecznego – Azarij rozsiadł się wygodnie, odzyskał
pewność siebie. Spojrzał na Gabriela z góry, władczo. – Pamiętaj, aniołeczku,
że to JA powstrzymałem Sąd Ostateczny… nie raz zresztą. Nie jestem już na
usługach waszej mitologii. Jestem już osobnym bytem. I, może ludzie mnie nie
czczą, nie modlą się do mnie i nie wierzą we mnie, jako jednego z Czterech
Jeźdźców, ale ciągle karmią mnie swoją energią. Tak samo jak pozostałych, jak
Heinricha, jak Marię, jak Lucy. Nie jesteśmy już na waszych usługach.
Zapadła
cisza. Gabriel wpatrywał się w Azarija bez żadnej emocji na twarzy.
-
Po prostu nam pomóż…
-
Nie – Azarij wstał. Wyciągnął z kieszeni portfel, położył banknot pod swoją
szklanką. – Nie ma w tym nic dla mnie… więc mnie to nie interesuje. Bywaj! –
oddalił się szybkim krokiem, zostawiając za sobą zaskoczonego Gabriela.
Ładne opowiadanie ��. I to prawda, ludzie przestają wierzyć w bogów... A może w kościoły... Pozdrawiam serdecznie autorkę ��. IW.
OdpowiedzUsuńDziękuję za komentarz! Ta historia będzie miała kontynuację, mam nadzieję, że kolejni bohaterowie i wydarzenia również się Tobie spodobają :)
UsuńPozdrawiam.